4-6 dzień - Wyprawy rowerowe

Wyprawy rowerowe
Title
Przejdź do treści
Wyprawy z dziećmi > Murradweg 2017

Murradweg - Austria - 14-24 sierpnia 2017


4. Dzień-33 km. St.Michael im Lungau-Muhr-St.Michael im Lungau.

Rano wychodzimy z namiotu i widzimy, że... nie ma gór. Wszystko przykryła mgła. Gdy zaczynają wyłaniać się góry, widok jest super.  Śniadanko, pakowanie i w drogę. Jedziemy ku źródłom rzeki Mur. Po drodze piękne widoki. Ruch niewielki, ludzi nie ma. Jesteśmy prawie sami. Dojeżdżamy do wioski Muhr (1107 m.n.p.m.), a tuż za nią jest duży wodospad, od którego początek bierze rzeka Mur. W tej okolicy zaczyna się Park Narodowy Wysokich Taurów. Na przystanku podgrzewamy zupy i jedziemy z powrotem do St. Michael im Longau.
W drodze powrotnej tuż przed St.Michael wspinamy się pieszo do wodospadu, droga zarośnięta i już wyobrażam sobie wszystkie kleszcze, które na nas siedzą. Ale widok przecudny. Jedziemy dalej i wjeżdżamy do góry na basen. Miło się wreszcie wykąpać. Potem lody i zakupy. Na końcu okazuje sie, że w St. Michael jest kemping. Mały w środku miasta, ale dzięki temu nie za drogi. Nocujemy tutaj.

5. Dzień-36 km . St.Michael im Lungau-Tamsweg.

Wyjeżdżamy i ruszamy na zamek w Moosham. Po drodze zaliczamy plac zabaw obok restauracji. Zbaczamy z drogi i wspinamy się podjazdem 12%. Do środka nie wchodzimy - Karola się boi tego, że kiedyś torturowano tutaj czarownice. Obraża się na zamekJ Wracamy na trasę i jedziemy do Mauterndorf. Bardzo ładne małe miasteczko położone na wysokości 1123 m.n.p.m. Spędzamy w nim dużo czasu. Zjadamy pizzę w restauracji i lody na deser. Jedziemy do drugiego dziś zamku. Tutaj wchodzimy do środka, ale tylko na zamkowy plac zabaw. Następnie ruszamy w stronę kolejki górskiej, która okazuje się, że akurat ma awarię. Dzieci rekompensują to sobie zabawą na wodnej ślizgawce obok kolejki. Atrakcji mnóstwa, przejechanych kilometrów niewiele.
Ujeżdżamy kilka km i znowu przerwa. Tym razem na spaghetti. Michał w tym czasie zasypia. Na koniec dnia zupełnie przypadkiem trafiamy na kemping tuż tuż przed tablicą Tamsweg. Tutaj zostajemy na noc.

6. Dzień-20 km. Tamsweg-Predlitz.

Od rana pada. Zastanawiamy się czy nie zostać tutaj kolejny dzień. Ten kemping jako jedyny ma coś w rodzaju świetlicy, gdzie można sobie uszykować jedzenie lub pograć w różne gry. Dlatego pokusa zostania jest dość silna. W końcu jednak podczas przerwy w deszczu pakujemy rzeczy i jedziemy dalej.
W pierwszej większej miejscowości wchodzimy do sklepu sportowego i kupujemy Karolinie zestaw wodoodporny: kurtka+spodnie+kalosze. Do końca dnia bardzo się te rzeczy przydają. Po przejechaniu 11 km od kempingu docieramy do Ramingstein, gdzie znajduje się niemal 1000-letni zamek (tzn. jego stara część tyle ma, młodsza tylko 100). Podjazd jest bardzo długi i bardzo stromy, dlatego zostawiamy rowery i wspinamy się pieszo. Na szczęście udaję się nam zatrzymać samochód, który zabiera nas na górę.  Dołączamy do grupy i ok godziny chodzimy po zamku zwiedzając jego różne komnaty. Zmęczeni schodzimy na dół, wsiadamy na rowery i oddalamy w kierunku przystanku kolejowego pomiędzy Ramingstein i Au gdzie gotujemy obiad. Po solidnym posiłku jedziemy dalej, niestety w dużej ulewie. Zniechęceni pogodą, a zachęceni ładnym miejscem na nocleg szybciej niż zwykle pytamy się o pozwolenie na rozbicie namiotu. Właścicielka posesji częstuje nas świeżym mlekiem od krów. Pycha.  W namiocie sucho. W samą porę, ponieważ chwilę później zaczyna się burza.
Leje całą noc i przechodzą nad nami dwie alpiejskie burze. Temperatura w nocy (tzn nad ranem) 7 stopni.

Wróć do spisu treści