7 - 8 dzień - Wyprawy rowerowe

Idź do spisu treści

Menu główne:

7 - 8 dzień

Wyprawy z dziećmi > Białowieża 2010


Wyprawa rowerowa Białowieża 2010



Dzień 7: Białowieża -Gramotne ok. 37 km

Z Białowieży wyjechaliśmy tą samą drogą, którą przyjechaliśmy, przez Pogorzelce do Narewki. Jazda przez Puszczę Białowieską bardzo nam odpowiadała.
W Narewce przerwa na drzemkę, która odbyła się przy OSP Narewka. Ponad godzinna drzemka pozwoliła w tym czasie rozejrzeć się za pieluchami dla małej, także za obiadem. Okazało się, że z tym pierwszym był większy problem.
Obiad zjedliśmy w bardzo "komunistycznie" wyglądającej restauracji, gdzie było smacznie i tanio. Bardzo lubimy takie restauracje, a jest ich już niestety coraz mniej.
Droga do miejscowości Gramotne okazuje się najpierw prosta i równa, a z czasem typowo wiejska, piaszczysta droga. Na szczęście niedługo było już gospodarstwo agroturystyczne. Znów kąpiel na świeżym powietrzu, głaskanie psów, zaglądanie w każdy zakamarek podwórka, największa frajda dla Karolinki. Gospodarze przygotowali nam do jedzenia regionalne jedzenie zwane kiszką ziemniaczaną. Pychota, tym bardziej po całym dniu.
Dzień skończył się nadchodzącymi od dłuższego czasu opadami.


Dzień 8: Gramotne - Królowy Most ok. 47 km

W nocy obudziła nas kilkakrotnie burza. Błyskało się i lało z nieba, co nie zapowiadało ładnego dnia. Faktycznie dzień mieliśmy bardzo bogaty w atrakcje drogowe. Poranek deszczowo-burzowy. Ubrani w kurtki, z zafoliowanymi sakwami ruszyliśmy w drogę. Ku naszemu zadowoleniu rozpogodziło się, lecz droga okazała się prawdziwym koszmarem.
Postanowiliśmy posłuchać rad naszego gospodarza, aby sobie skrócić drogę i pojechać boczną, przez kładkę do Michałowic. Całe szczęście, że nie padało, ponieważ co by było na tej drodze podczas deszczu to woleliśmy sobie nawet nie wyobrażać.
Pierwsze kilometry typowa szutrówka, następnie już wielkie dziury przez łąkę tuż obok rzeki Narewki. Przez rzekę kładka na szerokość piechura. Ledwo dało się przejść z rowerem po mokrych deskach. Ale najgorsze dopiero miało być za kładką. Droga przypominała podmokłą łąkę przez którą przejechały czołgi, a następnie dla poprawki obsypano ją piaskiem. O jechaniu nie było oczywiście mowy. Nawet prowadzenie nie było lekkie, wszystko oblepiało się błotem, zgrzytało i piszczało…
W końcu doszliśmy do wioski, w której pojawiła się już normalna droga. W wiosce zauważyliśmy, że studnie z żurawiami stoją na ulicy,a nie na podwórkach i służą do dziś jako czynne wodociągi. Tuż za wioską mieliśmy dłuższą przerwę na rozprostowanie kości i ochłonięcie po tym koszmarnym odcinku. Potem było już tylko lepiej. Żadna droga nie "przebiła" tego skrótu.
Dojechaliśmy do Michałowic oglądając po drodze kościół prawosławny w Nowej Woli. W Michałowicach zajrzeliśmy do dobrej knajpy na obiad. Wybór duży, a ceny rozsądne - co zachęciło nas do biesiady. Po krótkim czasie dołączyło do nas małżeństwo, które także objeżdżało wschodnią Polskę na rowerach. Było smacznie i wesoło. Beztrosko spędziliśmy tam sporo czasu.
Szczęśliwi czasu nie liczą. My jednak nieco musieliśmy tego czasu pilnować, ponieważ mieliśmy zarezerwowany kolejny nocleg. Droga to znowu wspomniane wcześniej "podjazdozjazdy".
Agroturystyka w Królowym Moście okazała się być ładnym drewnianym domkiem. Pani Ewa - gospodyni - oczekiwała nas. Jak zobaczyła Karolinkę to po prostu chwilowo nie mieliśmy córki. Spokojnie się rozpakowaliśmy i przygotowaliśmy kolację. Po sutym jedzeniu i kąpieli Jurek postanowił uwiecznić oświetloną wieczorem cerkiew, stojącą tuż za płotem gospodarstwa. Wieczorem cerkiew robiła zdecydowanie lepsze wrażenie niż za dnia.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego